Batteryland Polska. Jak nasz kraj stał się unijnym liderem w eksporcie akumulatorów litowo-jonowych

Batteryland Polska. Jak nasz kraj stał się unijnym liderem w eksporcie akumulatorów litowo-jonowych

psav zdjęcie główneKlamka zapadła. Stary Kontynent, ojczyzna motoryzacji, jeśli nie chce z elektromobilnej rewolucji wyjść porażony jak prądem, musi doszlusować do azjatyckich firm, które w ostatnich latach praktycznie zmonopolizowały produkcję baterii do samochodów elektrycznych, a przede wszystkim ogniw stanowiących ich główny element ogniw litowo-jonowych.
Dlatego od dwóch lat w Europie trwa pospolite ruszenie, które mobilizuje kapitał prywatny i publiczny do stworzenia nowych mocy produkcyjnych praktycznie od zera, zapewnienia ciągłości dostaw surowców niezbędnych do produkcji baterii, a nawet pracy nad nowymi i lepszymi technologiami ogniwowymi. Bruksela bez problemu przyklepuje wydawanie publicznych pieniędzy na rozwój produkcji i badań nad ogniwami; zresztą UE odegrała też ważną rolę w stymulowaniu przymierza zwanego European Battery Alliance.
Polska na razie w tej układance wypada naprawdę nieźle, ale w tak błyskawicznie zmieniającym się sektorze koszulka lidera zmienia się naprawdę szybko.
Dolny Śląsk górą
A tę w unijnym eksporcie akumulatorów litowo-jonowych zawdzięczamy praktycznie jednej inwestycji – fabryce LG Chem pod Wrocławiem. Na Starym Kontynencie po prostu nie ma w tej chwili zakładu produkującego w podobnej skali. A będzie jeszcze lepiej, bo Koreańczycy są w trakcie zwiększania możliwości zakładu w Kobierzycach.
– Od trzech lat rozbudowujemy zakład i pod koniec przyszłego roku osiągniemy moce na poziomie 70 GWh. Już dziś z 20 GWh Kobierzyce są największą fabryką w grupie LG Chem. Po zakończeniu rozbudowy będzie to największy zakład na świecie. Dla porównania: gigafactory Tesli w Nevadzie produkuje rocznie 35 GWh – tłumaczył w połowie roku „Pulsowi Biznesu” Seungse Chang, prezes LG Chemu Wrocław Energy. >>> Czytaj też: Zzielenieć z troski o przyszłość planety. Biznes zaczyna się zmieniać„GWh” to gigawatogodzina, jednostka energii równa milionowi kilowatogodzin znanych z naszych rachunków za prąd. Dla porównania: nowy nissan leaf w podstawowej wersji jest wyposażony w ogniwa o pojemności 40 kWh, a więc obecnie zakład pod Wrocławiem jest w stanie wyprodukować baterie dla pół miliona tych samochodów.
To zresztą niejedyna inwestycja koncernu nad Wisłą. LG rozgląda się bowiem za budową kolejnego zakładu wytwarzającego ogniwa litowo-jonowe, także w południowo-zachodniej części kraju. Polskie media donosiły, że na liście potencjalnych lokalizacji wysoko jest Opole, ale firma dogadywała jeszcze z polskimi władzami szczegóły pakietu zwolnień podatkowych. Za 128 mln zł Koreańczycy w istniejącym już zakładzie LG Electronics postawią z kolei linię produkcyjną do separatorów – jednego z komponentów ogniw.
Fabryki tu, fabryki tam
Nad Wisłą zagraniczni inwestorzy chcą nie tylko produkować kompletne zestawy bateryjne dla motoryzacji, ale też ich komponenty. Kolejny zakład wytwarzający separatory wybuduje w Dąbrowie Górniczej inny potentat, czyli koreański SK Innovation. W Oławie chiński Guotai-Huarong zamierza fabrykę produkującą elektrolit do akumulatorów. Belgowie z Umicore wybrali Nysę jako lokalizację nowego zakładu wytwarzającego materiał katodowy do ogniw.
W Polsce obecny będzie także Northvolt – młoda, szwedzka firma chcąca w produkcji baterii rzucić wyzwanie globalnym gigantom. W tym celu przedsiębiorstwo stawia w macierzystym kraju gigafabrykę, a na Wybrzeżu – a konkretnie w Gdańsku – planuje produkcję modułów akumulatorowych. – Wiele z inwestycji elektromobilnych cieszy się wsparciem Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. – To obszar, z którego napływu najbardziej się cieszymy, bo są to inwestycje zaawansowane technologicznie, ale również mające wpływ na zmianę struktury gospodarki i pozycję Polski jako lidera w tej branży w Europie Środkowo-Wschodniej – mówił na początku roku Krzysztof Senger.
Do utrzymania koszulki lidera będą jednak potrzebne kolejne inwestycje, bo światowi gracze obecni są już w innych państwach regionu. Koreański SK Innovation dysponuje zakładem na Węgrzech, a w marcu tego roku zapadła decyzja o budowie kolejnego (na razie firma jest w stanie wytwarzać rocznie ogniwa o pojemności 7,5 GWh, a więc jedną dziesiątą tego, co będzie wytwarzał podwrocławski LG Chem). Nad Balatonem zadomowił się również Samsung SDI, który posiada tam zakład zdolny wyprodukować rocznie baterie do 50 tys. samochodów elektrycznych.
Niebawem łopaty zostaną wbite pod kolejne zakłady. Nad lokalizacją dla swojej fabryki w Europie rozgląda się chiński SVOLT Energy Technology. U naszych zachodnich sąsiadów budowę zakładu planują również Chińczycy z CATL. I chociaż początkowo zakład w Turyngii ma produkować rocznie ogniwa o pojemności 14 GWh, to w 2026 r. może to już być 60, a nawet 100 GWh, w zależności od zapotrzebowania. Z kolei Northvolt chce wytwarzać ogniwa litowo-jonowe nie tylko w Szwecji, ale też we współpracy z Volkswagenem w Salzgitter.
Do tego dochodzi francusko-niemiecka kooperatywa pod postacią konsorcjum, w które są zaangażowane takie firmy jak PSA, jego niemiecka spółka zależna Opel, francuski producent ogniw Saft oraz Siemens. Na rozwój działalności przedsięwzięcia, które jest przezywane bateryjnym Airbusem Paryż chce wydać 700 mln euro, a Berlin – 1 mld euro. Na razie tworzący się podmiot chce postawić pilotażowy zakład w Nowej Akwitanii (południowo-zachodnia Francja), a potem dopiero zainwestować w pełnowymiarowe fabryki, które miałyby być dwie – jedna we Francji, druga w Niemczech.
Jeszcze więcej GWh
A to nie koniec inwestycji. Maroš Šefčovič, odpowiedzialny w odchodzącej Komisji Europejskiej za unię energetyczną, jeszcze w połowie roku przewidywał, że w Unii jest miejsce nie na kilka, ale nawet na 20 gigafabryk jak ta, którą pod Wrocławiem posiada LG czy Northvolt chce zbudować w Skellefteå. Na chwilę obecną na Starym Kontynencie wytwarza się jedynie 4 proc. ogniw litowo-jonowych produkowanych rocznie na świecie. Zaś firma doradcza McKinsey szacuje, że w zależności od scenariusza, jakim podąży elektromobilność (w tym jak szybko przyjmą się elektryki) w 2040 r. zapotrzebowanie na baterie może łącznie w Europie wynieść 0,7–1,5 TWh, co stanowi ekwiwalent 45-95 gigafabryk.
– Jeśli chcemy zostać jednym z największych producentów w Europie do 2030 r., to musimy zainwestować w moce wytwórcze pozwalające nam na wytwarzanie ogniw o pojemności 150 GWh rocznie. Ponieważ zapotrzebowanie ze strony klientów jest bardzo duże, toteż przyspieszamy nasze plany – mówił w połowie roku prezes Northvolta Peter Carlsson.
Z tego względu nad Wisłą musimy się zastanowić, co jeszcze możemy zrobić, aby jeszcze mocniej wejść w temat baterii. Jak przestrzegają eksperci z McKinseya, nikt nie będzie czekał, aż Europa czy jej poszczególne kraje zrobią coś więcej, aby rozwijać ten sektor u siebie. „Wytwarzanie baterii w Europie nie tylko nadaje sens produkcji tutaj na miejscu aut elektrycznych, ale też tworzy nowe miejsca przy samych ogniwach, w łańcuchu dostaw i innych miejscach. To ogromna szansa i jeśli kraje europejskie chcą ją wykorzystać, muszą działać już teraz, zanim producenci aut elektrycznych zaklepią sobie kontrakty na dostawy baterii na wiele lat do przodu – co wszystkich spóźnialskim zostawi z ręką w nocniku”, konkludują eksperci. >>> Czytaj też: Elektryczny Volkswagen ID.3 wjeżdża do Polski. Znamy jego cenę

Comments are closed.